Home
Donita K Paul [DragonKeeper Chronicles 03] DragonKnight (pdf)
Denise A Agnew [Daryk World 03] Daryk Craving (pdf)
Brandy Golden [Brocton Chronicles 03] More of Maddie Danvers [DaD] (pdf)
Leigh Lora Twelve Quickies of Christmas 03 Heather's gift
Wil McCarthy The Queendom of Sol 03 Lost in Transmission (Bantam)
Dorothy L.Sayers NieprzyjemnośÂ›ć‡ w klubie ''Bellona''
D. Virtue Dzieci Indygo. Opieka i Wsparcie
McMaster Bujold, Lois MV7, Cetaganda
Crews Caitlin Nowojorska skandalistka
GKSC
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • katafel.pev.pl

  • [ Pobierz całość w formacie PDF ]

    Tam w rogu stoi Henry, nachyla się nad jakąś dziewczyną. Całują się.
    Janie przygląda się.
    - Kto to jest?
    Henry patrzy na nią.
    - To Dottie.
    - Masz na myśli Dorotheę Hannagan? - Janie nie może w to uwierzyć, chociaż
    zdawała sobie sprawę, że w którymś momencie musieli się przecież całować.
    - Tak - wzdycha Henry. - Jedyna miłość mojego życia.
    Janie ma ochotę zwymiotować.
    Pani Stubin przerywa ich rozmowę.
    - Powiedz nam, co się stało, Henry. Pomiędzy tobą a matką Janie. Powiesz
    nam?
    Henry wygląda na zmęczonego. Poza tym jest bardzo zimno.
    - Nie ma dużo do opowiadania.
    - Proszę, Henry - mówi Janie. Chce to od niego usłyszeć. Chce wiedzieć, że
    dobrze postępuje.
    - Któregoś lata pracowaliśmy razem w Chicago. Ona była wtedy w szkole
    średniej, a ja studiowałem na Uniwersytecie Michigan. Jesienią wróciłem na
    uniwerek, a ona rzuciła szkołę i pojechała za mną. Zamieszkaliśmy razem. To było
    okropne. Te sny. Musiałem wybierać. Mogłem albo z nią zostać i być
    nieszczęśliwym, albo jakoś funkcjonować, ale oddzielnie. - Znowu zaczyna rwać
    włosy. - Do diabła. - mówi. - To znowu wraca.
    - Więc zostawiłeś ją samą? Wiedziałeś, że była w ciąży?
    - Nie wiedziałem. - Zaczyna mówić coraz głośniej, próbując przekrzyczeć
    narastający w głowie hałas. - lanie, nie wiedziałem. Tak mi przykro. Wysyłałem jej
    pieniądze, ale ona ich nie chciała. Przepraszam.
    Kuca, obejmując się za głowę.
    - Nie żałujesz, że tak postąpiłeś? %7łe się odizolowałeś? - Janie siada obok
    niego na podłodze. Za wszelką cenę chce znać odpowiedz. Teraz.
    - Pomóż mi - jęczy. - Pomóż mi! - Chwyta ją za koszulkę. - Proszę Janie,
    proszę, pomóż mi! Zabij mnie! Proszę!
    Janie nie wie, co robić. Pani Stubin za wszelką cenę próbuje go uspokoić, ale
    nie może.
    - Dobrze zrobiłeś? - krzyczy Janie. - Dobrze? To było najlepsze wyjście?
    - Nie ma dobrego wyjścia. To jak Widełki Mortona. - Henry z krzykiem opada
    na podłogę. - Pomóż mi! Boże, pomóż mi!
    Janie z przerażeniem patrzy na panią Stubin i dostrzega powstające na
    obrazie rysy. Kawałki snu zarzynają się odrywać. W oddali słychać narastający szum.
    - Cholera. Nie mogę tu zostać.
    - Idz! - krzyczy pani Stubin.
    Na krótką chwilę chwytają się za ręce. Patrzą sobie w oczy. Janie próbuje dać
    jej do zrozumienia, że już nie wróci.
    Nie jest pewna, czy jej się udało.
    Ale musi już iść, zanim znowu znajdzie się w pułapce.
    Skupia się i resztkami sił, przenika przez barierę snu.
    Janie leży na podłodze. Cała się trzęsie. Próbuje się poruszyć, dotknąć swojej skóry,
    coś zobaczyć. Cały czas myśli o pani Stubin i desperacji Henry'ego, które go pokonały własne
    demony.
    Och.
    Pani Stubin.
    Co za okropne pożegnanie.
    Janie powoli się podnosi i siada na krześle obok łóżka Henry'ego. Czuje, że bolą ją
    stawy, a nawet zęby. Zastanawia się, co dzieje się z jej ciałem, gdy przeżywa taki koszmar.
    Ale teraz to już nie ma znaczenia.
    Skończyła z tym.
    Mocno owija się kocem, żeby powstrzymać trudno do opanowania wstrząsy. Nie
    może patrzeć na skrzywioną twarz Henry'ego. Od czasu jej ostatniej wizyty ułożył się w
    pozycji embrionalnej, z rękoma wokół głowy, jakby chciał obronić się przed niewidzialnymi
    potworami, które wzięły go w niewolę. Janie wyciąga dłoń i bierze go za rękę.
    Błaga.
    - Proszę, odejdz już. Proszę. - Szepcze w kółko. Błaga go by odszedł, a jego
    niewidzialnych prześladowców, by dali mu spokój. - Nie wiem, jak ci pomóc. - Chowa twarz
    w dłoniach. - Proszę, proszę, proszę... - Jej słowa rytmicznie unoszą się w powietrzu jak ga-
    łązki wierzb odbijających się o fale nad brzegiem jeziora Fremont.
    Ale Henry nie umiera.
    Zegar odmierza kolejne pół godziny. Ciemny, cichy pokój wydaje się odcięty od
    reszty świata. Janie wyciąga z plecaka ostatnią kanapkę, chcąc odzyskać resztkę sil. 1 żeby
    zabić czas, zaczyna rozmawiać z ojcem.
    Opowiada mu o Dorothei, bardzo ostrożnie dobierając słowa, by nie powiedzieć
    niczego zbyt negatywnego. Wie, że w tym stanie ojciec nie potrzebuje kolejnych zmartwień.
    Mówi też o sobie. Opowiada o rzeczach, o których nie mówiła nikomu. O tym, jaka jest
    samotna.
    Mówi, że nie ma mu za złe tego, że nigdy jej nie poznał. Opowiada o swoim
    sekretnym życiu łowcy snów, że jest taka sama jak on. %7łe go rozumie. %7łe nie jest szalony i
    nie jest sam. Opowiada mu o wszystkim, o snach, o pracy, o pani Stubin. O tym, że ma
    zamiar z tym skończyć i prowadzić ciche, spokojne życie, tak jak on.
    - Zrobię to samo, Henry - mówi. - Odejdę, tak jak ty. Pewnie nawet nie wiedziałeś, co
    nam grozi, prawda? %7łe można stracić całkowicie wzrok i władzę w rękach?
    A potem mówi, że rozumie, dlaczego tak postąpił z Dottie, pomimo że bardzo ją
    kochał. Rozumie ten okropny wybór. Mówi mu o Cabie. O tym, jak bardzo go kocha. Jaki jest
    dobry i cierpliwy. Jak bardzo boli ją decyzja o izolacji.
    Jak bardzo się boi mu o tym powiedzieć.
    Boi się pożegnać.
    To niesamowite, że jest ktoś, kto jest taki sam jak ona.
    Ktoś, kto rozumie.
    Nawet jeśli nie może odpowiedzieć.
    Nagle Janie czuje, jak wiele czasu zmarnowała w ciągu tych ostatnich kilku dni.
    Mogła być tu z Henrym.
    Przyznaje, że, gdy dowiedziała się o wszystkim, było jej bardzo ciężko. Płacze.
    Mówi przez całą noc.
    Tak długo, aż czuje, że już niczego nie powie.
    Wyraz twarzy Henry'ego się nie zmienia. Mężczyzna się nie rusza.
    W końcu Janie jest już zbyt zmęczona, by myśleć. Zasypia, zwinięta w fotelu.
    Wokół panuje cisza.
    Godzina 4.51
    Janie śni.
    Jest w swoim pokoju, siedzi na łóżku i nie wie, co się dzieje. Język ma suchy i
    spieczony. Oblizuje usta, które pokrywa warstwa piasku. Kiedy sięga ręką, by
    wytrzeć brud, buzia jej się otwiera. Aamią się zęby i zaczynają wypadać. Kruszą się. [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • sdss.xlx.pl
  • 
    Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Jeśli jest noc, musi być dzień, jeśli łza- uśmiech Design by SZABLONY.maniak.pl.